środa, 17 kwietnia 2013

"The Trashing of Margaret Mead" - recenzja książki



Niezbyt racjonalny spór w racjonalnym świecie
Paul Shankman, The Trashing of Margaret Mead, The University of Wisconsin Press, 2009

Here were more than a thousand top-level cops telling each other “we must come to terms with the drug culture,” but they had no idea where to start. They couldn’t even find the goddamn thing. There were rumors in the hallways that maybe the Mafia was behind it. Or perhaps the Beatles. At one point somebody in the audience asked Bloomquist if he thought Margaret Mead’s “strange behavior,” of late, might possibly be explained by a private marijuana addiction.
“I really don’t know,” Bloomquist replied. “But at her age, if she did smoke grass, she’d have one hell of a trip.” The audience roared with laughter at this remark.[1]
Czego właściwie chciał Dr. Bloomquist (czy jak chce wikiquote - Bumquist[2]) od Margaret Mead do końca nie wiadomo. Zapewne ma to związek z faktem, że była ona nietuzinkowym człowiekiem i przez pięćdziesiąt lat swojej naukowej kariery często i chętnie zabierała publicznie głos w wielu, często kontrowersyjnych, tematach. W roku 1969 zeznawała przed Kongresem Stanów Zjednoczonych w sprawach związanych z narkotykami i, mimo, że poruszyła wiele innych tematów, opinia publiczna zapamiętała jedno – Mead opowiedziała się za legalizacją marihuany[3]. To musiało jej przysporzyć wielu wrogów. Nie tylko zmyślonych, jak Dr. Bumquist, ale i najprawdziwszych jak np. ówczesny gubernator Florydy, Claude Kirk, który obdarzył ja epitetem najlepiej chyba brzmiącym w oryginale – „dirty old lady”[4].
Jednak ani Bumquist ani Kirk nie mieli szans zostać największym zmartwieniem Margaret Mead. Mógłby nim zostać Derek Freeman. Mógłby ale postanowił zaatakować w najbardziej tchórzliwy sposób – po śmierci niedoszłego oponenta. Historię sporu Freemana z intelektualnymi spadkobiercami Mead opisuje Paul Shankman w swojej książce „The Trashing of Margaret Mead”[5]. Wprawdzie patrząc na listę publikacji na jego uniwersyteckiej stronie[6] można odnieść wrażenie, że jest on lekko opętany sprawą (pięć z jedenastu tytułów bezpośrednio nawiązuje do konfliktu Mead-Freeman) ale dla czytelnika to akurat dobrze, znaczy to, ni mniej ni więcej, że tematowi przyjrzał się porządnie.
W największym skrócie: oficjalnie problem Freemana polegał na tym, że Margaret Mead została wprowadzona w błąd przez badane przez siebie samoańskie nastolatki. Z badań (opublikowanych w serii „Trzy studia”: „Dojrzewanie na Samoa : [psychologiczne studium młodzieży w społeczeństwie pierwotnym napisane na użytek cywilizacji zachodniej]” ; „Dorastanie na Nowej Gwinei : [studium porównawcze wychowania w społeczeństwie pierwotnym]”; „Płeć i charakter w trzech społecznościach pierwotnych”) wyszło, że na Samoa dorastanie to nie, znana tzw. Zachodowi droga przez mękę ale czas beztroski i swobody seksualnej (zanim ktoś oburzy się, że przecież „u nas jest tak samo” trzeba pamiętać, że Mead publikowała w latach 20., które nie znały jeszcze MTV i ich niezbyt porywających reality shows). Wniosek z tego taki, że skoro w różnych miejscach świata ten sam etap życia wygląda inaczej ważne jest wychowanie i wpływ kultury a nie jedynie uwarunkowania biologiczne. Jednak według Freemana Mead została wprowadzona w błąd przez swoje informatorki, co przecież zdyskwalifikowałoby całe badania. Tutaj dochodzimy do sedna sprawy, mianowicie do, będącego na początku akapitu, słowa „oficjalnie”.
Paul Shankman udowadnia bowiem, że prowadzona przez Freemana krucjata przeciwko Mead podyktowana była nie naukową obiektywnością ale prywatną niechęcią, której źródeł właściwie trudno dociec. I chociaż można mieć małe wątpliwości, co do obiektywizmu samego Shankmana (np. przy drobiazgowych analizach mowy ciała Freemana zamieszczonych przy opisie jego występu w programie telewizyjnym) to jednak trzeba mu przyznać, że wykonał kawał dobrej, detektywistycznej roboty. Zresztą sama książka zaczyna się morderstwem…

A.S.
 


[1] Hunter S. Thompson, Fear and Loathing In Las Vegas, Second Vintage Books Edition 1998, s. 64
[5] Paul Shankman, The Trashing of Margaret Mead, The University of Wisconsin Press, 2009

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

"Inna nowoczesność. Pytania o współczesną formułę duchowości" - recenzja książki



 Współczesna duchowość. Pomiędzy cogito a dekonstrukcją
Agata Bielik-Robson, Inna nowoczesność. Pytania o współczesną formułę duchowości, Universitas, Kraków 2000, ss. 428.

Epoka modernizmu bezsprzecznie kojarzona jest ze zjawiskami, które można określić jako destrukcyjne wobec czasów zaprzeszłych. Oto następuje bowiem odarcie świata z jego fascynującej tajemniczości, co Max Weber zakwalifikuje jako Entzauberung der Welt, ogłaszając nowy sposób postrzegania świata, wynikający z przemian świadomościowych zachodzących w społeczeństwach. Każdy fakt, zdarzenie, zjawisko wymaga uzasadnienia opartego na racjonalnym paradygmacie. Nowa, modernistyczna rzeczywistość to propozycja nowej utopii, opartej na powszechnej integracji kultur, emancypacji. Nie omija ona także sfery religijnej, postulując masową sekularyzację. Racjonalizacja dogmatów, liturgii i form pobożności spowodowała, że nowoczesna duchowość pozornie pozbawiona jest dawnej wrażliwości na sacrum i przedstawia sobą inny rodzaj pozazmysłowej wrażliwości, nie objętej już sztywnymi ramami, które wyznacza teologia. Ukazuje się więc nowy porządek, w którym podmiot szukając sensu, miota się w ateistycznym świecie.
O ową nowoczesną podmiotowość oraz jej miejsce w świecie pyta Agata Bielik-  Robson w zbiorze esejów  Inna nowoczesność. Pytania o współczesną formułę duchowości. Autorka na wstępie zaznacza, że przedmiotem jej rozważań, będzie „obrona ludzkiej podmiotowości”, której współczesna filozofia nie poświęca należnej uwagi. Przywołuje w tym sensie kartezjańskie cogito, figurę, która jest kategorią egzystencjalną, nie epistemologiczną. Nowoczesna jednostka żyje w świecie, we wspólnocie, otoczona innymi, a jej bycie polega na zastosowaniu odpowiednich taktyk, które pomogą jej przetrwać w kulturze. Tym samym musi się więc stać spoiwem, łączącym ją – subiektywną jednostkę – z tradycją, kulturą i innymi. Propozycja ta to ukłon w stronę romantycznej filozofii i jednocześnie wskazanie na odpowiedzialność jednostki, która musi wykazać się umiejętnością zachowania swojej indywidualności w relacji z resztą świata. Ta subiektywna podmiotowość nie jest pozbawiona duchowości, dlatego nasuwa się pytanie, jak mówić o nowoczesnej duchowości? Czym ona jest, wydaje się być nieoczywista, często paradoksalna, trudna do określenia, ateistyczna, ale mimo to ciągle istnieje? Te i inne pytania stawia autorka polemizując z Haroldem Bloomem, Richardem Rortym i Charlesem Tylorem.
Eseje dotyczą człowieka i jego kondycji w epoce ambiwalencji, która za cel postawiła sobie za wszelką cenę poprawę jakości ludzkiego życia. Czy jednak człowiek stał się szczęśliwszy? Okazuje się, że nękają go całkiem nowe cierpienia i nowe wyzwania, którym musi stawić czoło. Gwałtownie zmieniający się świat nie ułatwia zmagania się ze zwykłymi ludzkimi słabościami i nieszczęściami. Zmagamy się z przemijaniem, chorobami oraz poszukujemy sensu życia. Inna nowoczesność oznacza więc duchowość, której nie jest obojętny sens rzeczywistości, który ją otacza i osacza, z jednej strony, potęgą racjonalności, a z drugiej postmodernistycznym zagrożeniem dla jej własnego ja.

Monika Tuszewicka













czwartek, 11 kwietnia 2013

"Imiona Boga" - recenzja książki



Irracjonalność, literatura fantastyczna i Antrovis
Dominika Oramus Imiona Boga. Motywy metafizyczne w fantastyce drugiej połowy XX wieku



Niektórzy twierdzą, że cała literatura fantastyczna to aberracja a pisarze nią się parający to dziwne indywidua pławiące się w morzu irracjonalności, zupełnie oderwane od rzeczywistości. Jednak nie należy traktować tematu w tak powierzchowny sposób, można przecież spojrzeć na literaturę fantastyczną jak na lustro, w którym przegląda się cała kultura popularna albo raczej jak miejsce, gdzie jej cechy są najsilniej zaznaczone i jawią się w całej okazałości. Czy wobec tego na podstawie literatury fantastycznej można wyznaczyć główne kierunki zainteresowania popkultury a nawet, idąc dalej, czy w fantasy i science fiction można poszukiwać refleksji teologicznej i metafizycznej? Twierdząco na to pytanie odpowiada Dominika Oramus w książce Imiona Boga. Motywy metafizyczne w fantastyce drugiej połowy XX wieku wydanej w 2011 roku przez Universitas. Autorka w tej niezwykle ciekawej publikacji przyjmuje założenie, ograniczając się do badania literatury anglojęzycznej, że literatura fantastyczna daje możliwość refleksji religijnej (a właściwie prowadzenia rozważań metafizycznych), i że kultura masowa w II połowie XX wieku jest przesycona fantastyką i na podstawie tych dwóch założeń można określić miejsce religii w popkulturze.
Szczególnie interesujący jest rozdział Gaja i Daleki Wschód, gdzie Oramus przytacza przykłady zaadaptowania przez autorów fantastyki new age’owej hipotezy Gai opartej na koncepcji Lovelocka, że Ziemia to rodzaj superorganizmu, którego zadaniem jest optymalizacja środowiska fizycznego i chemicznego na planecie. New Age nadał jednak Gai cechy boskie i utożsamił ją z Matką Ziemią, Wielką Boginią. Posługuje się przykładam Diuny Franka Herberta oraz  Marion Zimmer Bradley, która także wykorzystała popularność mitów celtyckich i legend arturiańskich w książce Mgły Avalonu.
W tym rozdziale zajmuje się także charakterystyczną dla New Age’u fascynacją Orientem, Dalekim Wschodem i wszystkim co egzotyczne, co znajduje się poza zachodnim kręgiem kulturowym.
Książka Oramus może stanowić punkt wyjścia dla innych badaczy. Analizując poszczególne rozdziały Imion Boga nie należy zapominać, że autorzy literatury fantastycznej swobodnie mogą czerpać z współczesnych zjawisk religijnych takich np. takich jak nowe ruchy religijne. Za przykład można podać doktrynę i organizację powstałego w 1990 roku Stowarzyszenia Odnowy Ludzi i Ziemi ANTROVIS założonego przez Edwarda Mielnika we Wrocławiu. Na początku lat 90 stowarzyszenie było bardzo popularne w Polsce, należało do niego wielu polityków, dziennikarzy czy artystów. Antrovis był organizacją wzbudzającą kontrowersję (na początku lat 90 zaginęły 3 osoby związane ze stowarzyszeniem).
Mielnik twierdził, że narodem wybranym są przybyli z planety Atlanta na Ziemię Słowianie, którzy osiedlili się na terenie Polski, ponieważ jest to najsilniejsze energetycznie miejsce na Planecie. Słowianie stali się strażnikami kanonu dwunastu praw uniwersalnych. Na Ziemię prawie równocześnie przybyli (z planety Hebra) przedstawiciele Hebrajczyków, nazywanych strażnikami wolnej woli, która ma prowadzić do destrukcji obecnie istniejącej struktury świata, opartej na dwunastu uniwersalnych prawach. Starcie tych dwóch elementów miało stworzyć nową jakość. Millenarystyczne wizja lidera ruchu mówiła o tym, że obecna cywilizacja jest siódmą i zarazem ostatnią, zapoczątkowaną przez narodzenie Jezusa, który był synem Hebrajczyka i Polanki. Obecnie siódma cywilizacja dobiega końca. W roku 1999 miało dojść do serii kataklizmów kończących obecną erę. 144 tyś Polaków miało ocaleć z katastrofy i odlecieć specjalnymi statkami kosmicznymi na planetę Mirinda. Przed przejściem Ziemi w nową fazę w roku 2000, miało nastąpić ostateczne pojednanie narodów pod przewodnictwem Polan.
Doktryna ta zbudowana została z tworzywa konceptualnego, którego zasadnicza część należy do dziedzictwa tradycji ezoterycznej. Źródłem na podstawie którego Mielnik stworzył ideologię Antrovis była literatura teozoficzna i pisma Heleny Bławatskiej, teoria starożytnych astronautów (która przejęła niektóre koncepcje od starożytnego gnostycyzmu), koncepcja Ericha von Danikena, ufologia, właśnie literatura science-fiction i fantasy a także koncepcje millenarystyczne i New Age’owa idea Nowej Ery oraz idea mesjanizmu narodowego.
Już na tej podstawie można stwierdzić, że zarówno literatura fantastyczna może stanowić platformę refleksji metafizycznej czy religijnej ale również służyć jako inspiracja do tworzenia nowych ruchów religijnych, o czym zresztą wspomina autorka Imion Boga. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że ta pozycja pociągnie za sobą szereg publikacji o podobnej tematyce.

M. D.





wtorek, 9 kwietnia 2013

"Sto zabobonów" - recenzja książki



Racjonalność pośród zabobonów
Józef Maria Bocheński  Sto zabobonów

W opublikowanej po raz pierwszy  w 1986 r., a więc  ponad ćwierć wieku temu, książce Sto zabobonów, Józef Maria Bocheński rozprawia się z pojęciami funkcjonującymi jako pewne oczywistości, którym zdaniem autora, do owej oczywistości niezmiernie daleko. Celem opracowania jest pomoc czytelnikom w walce o wolność od błędów, którym każdy zdaje się czasem hołdować, ale także stworzenie swoistego małego wstępu do filozofii. Tytułowe „zabobony”,  kojarzone z myśleniem magicznym (które ma jednak głównie wymiar praktyczny), odnoszą się tu także do błędów teoretycznych. J. Bocheński definiuje „zabobon” w następujący sposób: to wierzenie, które jest (1) oczywiście w wysokim stopniu fałszywe, a mimo to (2) uważane za na pewno prawdziwe. W opracowaniu, które rości sobie miano filozoficznego, ujęte zostały także takie tematy jak astrologia czy numerologia, u podstaw których leżą pomysły filozofów, mimo tego, że dziś nie mają z filozofią nic wspólnego, a które Bocheński nazywa zabobonami wulgarnymi. Nawiasem mówiąc, równie radykalne poglądy wygłasza autor na temat dialektyki, idealizmu czy humanizmu.
Przedmiotem naszych zainteresowań jest jednak irracjonalizm, który znalazł się w omawianym wykazie. Poza nim znajdziemy tam również racjonalizm, choć logik stara się pokazać, że nie ma w tym sprzeczności. Zestawienie to wynika bowiem z określania racjonalizmu na dwa sposoby – szerszy i węższy (oświeceniowy).
Pierwszy to postulat postępowania rozsądnego, zarówno pod względem wyboru zdań uznawanych za prawdziwe, jak i działalności. Z kolei określenie „rozsądnie” znaczyć ma tyle co „spójnie”, „w sposób niesprzeczny” i zarazem w „sposób zgodny z przyjętymi w danej dziedzinie dyrektywami”.
Drugi polegać ma na twierdzeniu, że rozum, tj. doświadczenie i wnioskowanie wystarczają, aby znaleźć odpowiedź na wszystkie pytania, jakie człowiek może sobie postawić – w tym znaczeniu odrzuca się zarówno autorytet, jak i wiarę. Zabobonem jest więc irracjonalizm, jak i racjonalizm w rozumieniu wąskim. Konsekwencjami tego ostatniego, równie nagannymi, są poglądy, których racjonalizm stanowi składnik: oświecenie, pozytywizm i scjentyzm.
Autor zauważa jednak, że nurtem bardziej wpływowym od racjonalizmu jest irracjonalizm, czyli przekonanie, że człowiek może – lepiej od rozumu – poznać świat za pomocą uczuć, intuicji itp. Uzasadnieniem jego „zabobonności” ma być fakt, że „wszystko, co wiemy o świecie, zostało poznane za pomocą rozumu. Przeczenie temu jest czymś tak dziwacznym, że pytanie, dlaczego tylu ludzi ulega irracjonalistycznemu zabobonowi nasuwa się z wielką siłą”. Jest to zdanie trochę zaskakujące w perspektywie twierdzenia autora na temat zakresu pojęcia racjonalizmu i krytyki jego znaczenia węższego, którego założenia znajdujemy przeciwstawione irracjonalizmowi, mimo tego, że jego przeciwieństwem ma być racjonalizm w sensie szerokim. Skoro „wszystko, co wiemy o świecie, zostało poznane za pomocą rozumu”, jak uzasadnić radykalizm autora w kwestii potrzeby autorytetu czy wiary?
Popularność irracjonalizmu ma, jego zdaniem, źródła przynajmniej dwojakie. Pierwszym z nich jest duże znaczenie intuicji itp. w stosunkach międzyludzkich, drugim zaś – mniejsza ilość pracy, której rzekome irracjonalne „poznanie” wymaga mniej w odróżnieniu od ciężkiej drobiazgowej pracy wymaganej przez metodę racjonalną. Jest więc poglądem mniej wymagającym.
Pomimo deklarowanego filozoficznego charakteru pracy, przytoczone określenia wydają się dość ubogie, co można zrzucić na karb popularyzatorskiego charakteru pracy, ale też często arbitralne. Irracjonalizm został tu scharakteryzowany jako irracjonalizm epistemiczny, co nie wyczerpuje oczywiście filozoficznych ujęć tego zagadnienia. Sto zabobonów pozostaje lekturą interesującą, silnie związaną z kontekstem historycznym jej wydania; w tematyce irracjonalności nie wnosi jednak wiele do szczegółowych analiz.

KMK

czwartek, 28 marca 2013

"Niebezpieczne idee we współczesnej nauce" - recenzja książki




Czy idee mogą być niebezpieczne?
Niebezpieczne idee we współczesnej nauce red. John Brockman, Sopot-Warszawa 2008


Czym jest niebezpieczna idea i czy we współczesnej nauce możemy mieć do czynienia z pomysłami, które mogą zostać uznane za niebezpieczne? John Brockman zadaje pytanie o niebezpieczne idee naukowcom z różnych dziedzin. Przyjrzenie się odpowiedziom to spojrzenie na kierunek, w jakim zmierza współczesna nauka, ale i na obawy tak naukowców, jak i społeczeństwa. Niebezpieczne idea wymagałaby zmiany myślenia, odrzucenia przekonań, których trzyma się ludzkość. Może to być odrzucenie przekonań konserwatywnych, liberalnych, albo odrzucenie wiary, która zapewniała poczucie bezpieczeństwa. Nauka zawsze stanowiła źródło koncepcji, które zaburzały to poczucie bezpieczeństwa i pewności i zmuszały do przekonstruowania spojrzenia na świat. Choć jej funkcją jest w ostatecznym rozrachunku zbudowanie spójnego i prawdziwego modelu świata, droga do niego wiedzie przez cykl rozbijania poprzednich modeli. Kiedyś takimi niebezpiecznymi ideami były teoria heliocentryczna czy teoria ewolucji, do dziś budząca kontrowersje w niektórych środowiskach chrześcijańskich. Nauka już nie raz zmuszała do przekonstruowania światopoglądów. Brockmana pyta naukowców o idee która mogłaby do takiej radykalnej zmiany doprowadzić – czy istnieją na polu dzisiejszych nauk i czemu to właśnie one mogłyby stanowić zagrożenie?
Różnorodność udzielonych odpowiedzi i fakt, że często nie zgadzają się one ze sobą, wskazują na złożoność problemu. Nauka zajmuje się wieloma zagadnieniami potencjalnie niebezpiecznymi dla sposobu myślenia i „ładu społecznego” ale czy aby na pewno opublikowanie wyników tych badań dokona radykalnej zmiany czy wywoła powszechny niepokój? Czy może, jak sugeruje Piotr Tryjanowski, którego wypowiedź (wraz z wypowiedziami kilku innych polskich naukowców) umieszczono w polskim wydaniu książki, nie mamy we współczesnej nauce prawdziwie wielkiej, niebezpiecznej idei, która mogłaby prowadzić do radykalnej zmiany paradygmatu?
Ten sam naukowiec zwraca uwagę na to, że idee nie są niebezpieczne na gruncie nauki, z której się wywodzą, lecz stają się nimi na styku ze społeczeństwem, polityką, ekonomią czy technologią. To nie idea naukowa jest niebezpieczna, ale to, jak może zostać odebrana czy wykorzystana. Nie nauka decyduje o tym, co zostanie uznane za zagrożenie. Zmienianie ludzkich zachowań za pomocą leków (piszą o tym neurobiolog i psychiatra Samuel Barondes oraz antropolożka Helen Fisher) może przecież leczyć zaburzenia, ale i stać się potężnym środkiem kontroli nad społeczeństwem. Nic dziwnego więc, że dla Daniela Gilberta niepokojące jest samo stwierdzenie, że idee mogą być niebezpieczne takie myślenie bowiem może ograniczać rozwój nauki, a nawet prowadzić do prześladowań – dla społeczeństwa ciągle jeszcze borykającego się z problemem rasizmu może być niewygodna choćby koncepcja różnic genetycznych na poziomie różnych grup ludzkich, przejawiających się w postaci różnych możliwości i predyspozycji (o tym pisze Steven Pinker).
Niebezpieczna idea naukowa penetruje granice racjonalnego myślenia społeczeństwa i eksponuje irracjonalne lęki ludzkości. Duża doza irracjonalnego myślenia i lęku widoczna jest też i w samym myśleniu badaczy odpowiadających na pytanie zadane przez Brockamna. Ich odpowiedzi wykraczają poza granice udowodnionych faktów i wkraczają na teren naukowej i społecznej spekulacji, gdzie myślenie czysto racjonalne nie sprawdza się w stu procentach i musi być uzupełniane elementami irracjonalnymi: intuicją, wiarą i właśnie strachem.
Stąd częsta sprzeczność w wypowiedziach. Czy przegraliśmy walkę z globalnym ociepleniem i musimy przygotować się na ekologiczną katastrofę, czy wręcz przeciwnie, klimat i środowisko czekają radykalne zmiany, lecz nie zagłada? Czy ewolucja wykształciła w nas skłonność do osądu moralnego, czy wręcz przeciwnie: wrodzone predyspozycje do czynienia zła? Być może wkrótce dowiemy się, jak powstało życie, albo też wręcz przeciwnie: poznamy mechanizmy jego funkcjonowania, a nie przyczynę. Możemy poznać ostateczne odpowiedzi na pytania dotyczące wszechświata, ale też na zawsze pozostać w niepewności, z miejscem na domysły i wiarę. Gdzie w tym świecie będzie miejsce religii? Czy nauka wyruguje ją, stanie się, po uzupełnieniu o sferę rytualną, nową religią, czy przeciwnie, w ludzkim myśleniu zawsze pozostanie miejsce na Boga, nawet, gdy nauki przyrodnicze obalą tezę o istnieniu duszy? A może umysł nie stanie się nową duszą, tak, jak nauka – nową religią, skoro jedna z wypowiedzi w zbiorze postuluje ideę panpsychizmu? To kilka przykładów wątpliwości i rozbieżnych opinii naukowców wypowiadających się w tej książce.
Nauka opiera się na paradoksach – bazuje na myśleniu racjonalnym, krytycyzmie i badaniach, lecz co chwilę staje oko w oko z niewiadomym. Właśnie na przecięciu znanego i nieznanego, tego co naukowe z tym, co społeczne i psychiczne, racjonalnego z nieracjonalnym jest miejsce na niebezpieczne idee i zbiór pod redakcją Johna Brockmana pokazuje tę granicę.

Anna Łagan

niedziela, 16 grudnia 2012


Instytut Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego zaprasza do wzięcia udziału w ogólnopolskiej studencko-doktoranckiej konferencji naukowej


W SIECI IRRACJONALNOŚCI

termin: 27-28 kwietnia 2013
miejsce: Instytut Religioznawstwa UJ, Kraków, ul. Grodzka 52

Celem konferencji jest możliwie wszechstronna analiza wyobrażeń o charakterze irracjonalnym obecnych w kulturze popularnej, a przede wszystkim w rzeczywistości wirtualnej początku XXI wieku. Elementy irracjonalne były zawsze istotnym komponentem ludzkich przekonań i zachowań. Wyrażały się w nich zarówno lęk i odrzucenie, jak i fascynacja tym, co nieznane. Ze swoistą ambiwalencją wiąże się też kwestia oddziaływania elementów irracjonalnych na kulturę, mogąca mieć charakter zarówno negatywny, jak i kreatywny. Wątki irracjonalne stanowią również ważny aspekt współczesnej kultury, przy czym pojawiają się one zarówno jako kontynuacja tradycyjnych ujęć, jak i zupełnie nowe rozwiązania. Interesują nas zwłaszcza wyobrażenia odnoszące się do kondycji człowieka w kontekście szeroko rozumianej transcendencji.

Mówiąc o irracjonalności w kontekście nowych mediów, możemy użyć pojęcia "e-racjonalność"; z kolei "sieć" potraktowana może zostać dosłownie, jako World Wide Web lub metaforycznie - jako przestrzeń, w którą jednostka i społeczeństwo jest w pewien sposób "uwikłane" czy "rzucone".

Chcemy poszukać odpowiedzi na pytania czy „e-racjonalność” analizowana w kontekście ponowoczesnej antropologii stanowi przedłużenie racjonalności, irracjonalności czy jest już "trzecim bytem"? Czy to wszystko, co wybieramy w sieci (albo gdy sieć wybiera nas) jest tylko destrukcyjne i niosące przerażenie, czy też kreatywne? Czy można jasno wyznaczyć granicę między tymi elementami? W jaki sposób pragmatyczna jest „e-racjonalność” i jak się przejawia? Co możemy powiedzieć o tych fenomenach, jakie jest ich źródło? Czy „e-racjonalność” pomaga nam lepiej zrozumieć rzeczywistość?

Zapraszamy do dyskusji - w kontekście irracjonalności - nad następującymi tematami:
-specyfika internetu jako medium;
-internet jako przestrzeń symboliczna, mityczna, sakralna;
-potworność, strach, lęk i nieznane w sieci;
-literatura i sztuka, czyli twórczość w internecie (analiza przypadku);
-portale społecznościowe, blogi, gry i wszelkie formy rzeczywistości wirtualnej jako miejsce przejawiania się irracjonalności.
Zachęcamy także do przedstawiania innych propozycji w ramach nakreślonej tematyki.
Zgłoszenia zawierające imię i nazwisko prelegenta, nazwę jednostki naukowej, telefon i adres e-mail oraz tytuł wystąpienia i abstrakt (ok. 1500 znaków) prosimy przesłać na adres: irracjonalnosc@gmail.com.

Termin nadsyłania abstraktów: 2 lutego 2013.
Nie przewidujemy opłaty konferencyjnej.
Warunkiem uczestnictwa jest przesłanie artykułu o objętości od 20 do 25 tys. znaków
do dnia 31 marca 2013.
Planowana jest publikacja najlepszych artykułów w punktowanym czasopiśmie naukowym. Teksty zostaną przyjęte do druku po uzyskaniu pozytywnych recenzji.